Raz w tygodniu poczuć się jak w filmie

Pewnie zauważyliście, że od dłuższego czasu nic się tu nie dzieje. Bynajmniej nie umarłem, nie leżę w szpitalu, nie było tsunami które mogłoby pozbawić mi internetów, a ruska konkurencja z rynku napadów i wyłudzeń nie obcięła mi dłoni i języka.To po prostu piękny przykład jak to jest z moją regularnością. Jak na studiach.

„W tym semestrze uczę się regularnie”

No, pewnie, tylko jeśli „uczę się” jest synonimem „opierdalam się”

Ale trochę się wytłumaczę- od początku roku mocno cisnęły mnie uczelniane sprawy- bo jak to tak, nie możemy pisać siedmiu kolokwiów w ciągu tygodnia? Co, my nie damy rady? Tak więc zostałem wciągnięty w koszmar sterty notatek, dyskusji i wypisanych długopisów. Do tego przejścia poświąteczne, popasterkowe, ponoworoczne, popoprawinowe i popożegnalne, bo znajomi wyjechali zagramanicę zarabiać na swapy i jachty…

Wydaje mi się, że rośnie mi piąte już oko od tych wszystkich biedronkowych redbulli.

W każdym razie żyję i mam się całkiem dobrze- i razem z wiosną planuję zrobić tu trochę bałaganu, w końcu porządnie przedstawić Wam Granata i zrobić z nim kilka ciekawych rzeczy. Ale dzisiaj nie o tym. Parę dni temu Bio z TorquedMadMind wrzucił listę jego garażowych marzeń Swoją drogą jestem pewien, że jeszcze nie przestał do niej fapać.

Chyba, że mu Sylwia zabroniła.

Przy okazji kopnął mnie w moje leniwe dupsko żebym cokolwiek zrobił, a że zrobił to publicznie to średnio mam wyjście- więc dzisiaj możecie uzupełnić mój profil psychologiczny o kilka kolejnych epitetów. Lista nie będzie numerowana, bo gdybym miał to zrobić zjadłbym swojego laptopa razem z połową biurka (a mam całkiem duże biurko), popił mydłem w płynie i odleciał razem z Silver Surferem szukać planety jednorożców. No po prostu się nie da. Zamiast tego będzie klasyfikacja czysto użytkowa- czyli w czym mam większą szansę na śmierć niż podczas nurkowania z rurką w rowie mariańskim (nie mylcie z rowem Mariana, tam śmierć jest pewna nawet w batyskafie) a co służyłoby na spokojny spacer przy dźwiękach B.B. Kinga. No, to co i jak bym traktował?

bmw-m2-vs--1m_800x0w

BMW M2/BMW 1M Coupé

Daily.

No właśnie, tego… Tutaj biorę koło ratunkowe, pół na pół, pytanie do publiczności i telefon do przyjaciela. Bo oba samochody niesamowicie mnie jarają. Bo są małe, bo są szybkie, bo bliżej im do E36 niż auta klasy GT, jak na przykład nowe M4. Oba mają drzwi bez ramek. Oba miały ograniczone wyposażenie dodatkowe. Oba mają manualną skrzynię. Raczej stawiam na 1M Coupé- nie jest tak agresywne z wyglądu, wychodziło z alcantarą i czerpie z E92- czyli ponoć ostatniego dobrze jeżdżącego M3. W każdym razie miałbym duży problem, żeby wybrać.

 

E31CSI

BMW 850CSi (E31)

GT

V12, 380 koni mechanicznych, 550 niutonometrów, masa współczesnych samochodów klasy średniej, pojemność baga…

Co ja pierdolę…

V12, brak słupka B, otwierane światła, tył muskularny jak poślady hardkorowego koksa. Pasy w elektrycznie regulowanych fotelach, tylna kanapa wyprofilowana tak, że można zgubić w niej dziecko. Od tego nadwozia wszystko się zaczęło, przez to nadwozie w ogóle tutaj piszę, przez ten wytwór kupiłem swoje pierwsze BMW i przez niego kupiłem drugie. Chyba z żadnym autem nie będę tak mocno emocjonalnie związany.

meganerscoupe

Megane RS Coupé

#NieWiemPoCo/ auto dla dziewczyny

Naprawdę. Wiem tyle, że urzekł mnie układ kierowniczy w cywilnej wersji. Chyba bym wziął co jakiś czas żeby przypomnieć sobie jak to jest w przednionapędówce.

NISSAN-Skyline-GT-R-

Nissan GT-R R34

AWD

Bo jakieś AWD wypada mieć. Bo ma kierownicę po prawej stronie, a zawsze chciałem mieć upośledzony samochód. Bo 2Fast&2Furious. Bo pierwsze auto które męczyłem młotkiem i moimi wątłymi paluchami to był Nissan (co prawda Almera, ale jednak made in Japan!).

bmw-e60-08

BMW M5 E60

Rodzinny sedanik

Bo nie ma bardziej kobiecego BMW- i nie mam na myśli „samochód dla kobiety”. Ten samochód jest kobietą. Z pomalowanymi oczami, odpowiednio kształtną, z tyłkiem od którego nie da się oderwać wzroku. I charakterem którego nie opanowałby nawet samiec alfa wśród samców alfa. Trzy ligi wyżej niż mógłbyś uderzać.

Czyli ligę wyżej niż myślisz, że jesteś.

E9

BMW E9

Dzieło sztuki

To jeden z tych wozów, który wyprowadzam na weekend na spacer tylko po to, żeby opuścić wszystkie szyby (znowu brak słupka B!) i w szumie gaźnikowej rzędowej szóstki przejechać długą drogą wzdłuż wybrzeża w scenerii zachodzącego słońca i przy dźwiękach cichego jazzu z pięćdziesięcioletniego radia. Wyraźne klikanie skrzyni biegów, rytmicznie stukające zawory, zapach czysto mechanicznie spalonej benzyny. Raz w tygodniu poczuć się jak w filmie.

Koenigsegg-Emblem

Koenigsegg

Supercar

Jakikolwiek. Serio. Agera, CCX, One:1- bez znaczenia. Podziwiam von Koenigsegga za sposób w jaki stworzył swój pierwszy samochód i chciałbym jakiegoś mieć jako świadectwo, że sky isn’t the limit.

 

Dobra, nie chcę już dopychać nic na siłę- tutaj moja lista się kończy. Jest jeszcze parę samochodów które mi się podobają, ale nie jest to „must have”, kisiel w majtkach i pińcet plus. Oczywiście jak na (prawie) łysego, dumnego przedstawiciela gatunku homo neanderthalensis na liście pojawia się zdecydowana przewaga niemieckich samochodów- ale czego innego się po mnie spodziewać.

Niemieckich tych ze śmigiełkiem, no bo przecież nie tych od Cyklonu B.

Aaaaaa, właśnie.

Bio, Ty mi kopa w dupę, to ja Ci w jaja. Zrób listę dziesięciu samochodów których nigdy, przenigdy, alleluja, piekło i bąbelki, nie chciałbyś mieć. Multipla, Hyundai i inne wynalazki typu Prius i reszta oczywistych odpadają.

pozdrawiam,
Szczypior

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *