Nie zabierajcie kolegów na imprezy

Obiecałem, że dam znać, co z moim wyjazdem do Warszawy. Więc…

Trafiłem. Zabrałem ze sobą kolegę (czego bardzo żałuję, że akurat jego), żeby nie jechać samemu. Zabrałem nawet aparat, którego nie umiałem wyprosić od kilku miesięcy od ojca. Teraz już nie oddam…

-Cześć
-Cześć. Biorę aparat do Warszawy, jak możesz naładuj baterie. Wpadnę jutro przed wyjazdem.
-Hm… OK. Tylko wróć z aparatem, a nie z haremem.
-Spoko, haremu nie będzie, mam w planach zabrać na drogę powrotną do pociągu beczkę whiskey.

Nie jestem fanem robienia bezsensownych zdjęć z imprez, więc nacieszcie się tymi kilkoma sztukami które jakoś się zrobiły:

 

A oto ewenement na skalę tej imprezy, czyli jedyna hostessa, która potrafiła się uśmiechnąć do aparatu. Ale może to przez moją pokrzywdzoną przez ochronę twarz… (na innych zdjęciach prosto do obiektywu, ale nie wyszły):

A to mój idol całej imprezy. Chociaż jak usłyszałem, że będą pokazy driftu, od razu wiedziałem, że to będzie Troll…:

 

* * *

Wracając do beczki whiskey. Impreza była opisana jako „all inclusive”. Spodziewałem się raczej dosłownie „all inclusive”, czyli nic poza dojazdem spod pałacu kultury nie będzie za free. Na szczęście się myliłem, i już na starcie dostałem do wyboru (all inclusive przecież!) paczkę fajek, brelok (który dostałem przy okazji przejażdżki Ferrari) lub zapalniczkę. Tak więc jestem od tamtego czasu posiadaczem czerwonej zapalniczki z wstawkami idealnie imitującymi włókno węglowe. Problem ma tylko taki, że pali dokładnie tak jak Ferrari, co znaczy, że już zdążyło się w niej skończyć paliwo (no bo przecież nie gaz, jaki gaz w Ferrari?!).

W ciągu dwóch dni zabawy.

Większe zaskoczenie dopadło mnie kiedy już zdążyłem wpłynąć na halę. Chociaż raczej można by to nazwać „zajebiście (nie)miłą niespodzianką”. Rozmowa z barmanem:

-Nie mam gotówki, ale dam aparat za beczkę whiskey
-Ale tu alkohol jest za darmo
-Ale ja obiecałem!
-…?
-No bierz pan ten aparat i dawaj beczkę whiskey
-Mogę Panu dać piwo, wódkę z sokiem, Sprite’em albo Colą. Nie mam whiskey. I wszystko jest za darmo.
-No bierz Pan do cholery ten aparat i dawaj whiskey. Ja wiem, że gdzieś tu to macie.
-Ochrona!

Parę zębów na podłodze później…

Po kulturalnej konwersacji z przewagą argumentów po stronie miłych ochroniarzy poszliśmy zwiedzać dalej:

-Cześć, szukam haremu
-Słucham?
-Haremu. Stada kobiet. Oddam aparat jak wrócicie ze mną do domu.
-Chyba sobie kpisz.
-No ok, dacie jeszcze zagrać i będziemy kwita.
-Gra jest za darmo i możesz wygrać wycieczkę. My nigdzie nie jedziemy.
-Muszę się pozbyć tego aparatu, zróbcie mi przysługę
-Co, kradziony? Ochrona!
-Ałć…
* * *

 

* * *
A czemu nie zabierać kolegów? Bo kończą podobnie jak Ty próbując załatwić beczkę whiskey albo harem. Tyle tylko, że po spaniu na ławce.
„Bo ja jesem smeszony po podrószy. Ja póde do ochrony pushney i z nimi pohadam, bo to bło nie wposzonthu”
I tak przez 5 godzin.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *